4 stycznia 2021

Od prawie roku interesuję się kawą. Młynek, drugi młynek, ekspres kolbowy, Aeropress, kawiarka, akcesoria przelewowe, malutka waga z dokładnością do 0,1g, termometr, dzbanki do mleka, dzbanki do kawy, spieniacz ręczny i przemielone kilogramy najróżniejszych ziaren. Jakie wnioski?

Podoba mi się proces przygotowywania kawy. Oczywiście nie chodzi o zalewanie sklepowego Jacobsa wrzątkiem (o tym za chwilę), ale o wszystko od dobrania dobrych ziaren, ustawienia młynka, zmielenia na odpowiedni pod daną metodę parzenia stopień, podgrzewania wody i umiejętnego zalewania do próbowania i spisywania wniosków. Całość mocno przypomina wywoływanie negatywów (poza walorami smakowymi), gdzie też jest dużo mieszania i brania pod uwagę czynników, które wpływają na efekt końcowy, chociaż z pozoru wydają się błahe. Efekty swoją drogą i jak to w życiu, nie zawsze wszystko wychodzi cudownie, ale jest to niewątpliwie bardzo relaksujące hobby.

Drugi wniosek jaki mi się nasunął dotyczy nie tego co, a gdzie. Nie będę się tu rozpisywał nad wyższością ziaren specialty nad sklepowymi markami (tak, są lepsze kawy niż Lavazza!), ale do lutego 2020 roku moją idealną kawą była Prima bądź inny Jacobs, zalewany wrzątkiem z czajnika, z dwiema łyżeczkami cukru. W wakacje odwiedzaliśmy rodzinne działki u teściów i mojej ciotki, bo pandemia rozwiała marzenia o dalekich wyjazdach. Z racji braku ręcznego młynka uznałem, że nie chce mi się targać ze sobą zaparzaczy, ziaren i innych bebechów kawowych, bo miałem już dostatecznie dużo bagażu w postaci aparatów, filmu, statywu itp. Tak więc przez ten czas piłem zwykłą Primę, zalewaną wrzątkiem, z dwiema łyżeczkami cukru, w PRLowskiej filiżance. I nie było w tym absolutnie nic złego. Sam fakt bycia na urlopie, na działce, z dala od miastowego zgiełku, patrzenia na las i kwiatki zdawał się poprawiać doznania smakowe. Nie jestem jakimś kawowym snobem i mistrzem sensoryki i nie pogardzę kawą z marketu tylko dlatego, że w domu mam lepszą.

Picie kawy to nie tylko cieszenie się smakiem, ale też towarzystwem, rozmową, krajobrazem i chwilą. Na zdjęciu ostatnia kawa działkowa w 2020 roku (listopad).

************************************************************************

January 4, 2021

I’ve been into coffee for over a year now. Grinder, a second grinder, a machine, Aeropress, mokapot, V60, dripper accessories, a small scale, milk thermometer, milk pitchers, coffee servers, milk frothers and kilograms of beans… Thoughts?

I enjoy the process of coffee making. I’m not thinking about pouring boiling water over your everyday Jacobs of course (though I’ll write about that later on) but choosing the beans, the method, setting the grind size, heating up the water to a desired temperature, pouring the water over the coffee and tasting it – that’s where the fun is. All these little things that seem minor at first but make a big difference from the get-go. The results are naturally not always pleasing but perfecting the methods and trying new things is a very relaxing and enjoyable hobby.

Another thought I had is not about what we drink but where. I won’t get into the superiority of specialty beans over the store-bought stuff (yes, there are better ones than Lavazza!) but up until February 2020 my favourite coffee was that everyday pre-ground Jacobs brewed with boiling water, with two teaspoons of sugar. In August, we’ve visited my in-laws and my aunt in their summer houses as the pandemic successfully cancelled any other plans. I didn’t have a hand grinder at the time and given all the photo equipment I always take with me I decided that coffee stuff stays at home. And so, for the time being, I had to drink the good old boiled Jacobs with two teaspoons of sugar, in a vintage (or just old) porcelain cup that remembers communism… and it was great. The fact that I was on vacation, away from the city, with a nice view on the woods and flowers, fresh air, silence… it somehow made the coffee better. I’m not some maniac that spits at the very sight of cheap coffee just because “I’ve had better”.

Drinking coffee is not just enjoying the taste but also the people around you, the conversations, the view and the moment. The photo shows my last getaway coffee of 2020 (from November).