Czekając na wiosnę. / Waiting for spring.

Kwiecień, a śnieg leży w najlepsze. Nawet od czasu do czasu popaduje. Głowy nie dam, ale chyba nie pamiętam tak długiej zimy. Zazwyczaj o tej porze świeże psie gówienka kiełkowały na łodzkich trawnikach, a ja czyściłem sprzęt foto przed wiosną, która słynie z zaśmiecania wnętrza aparatu. Przecież od połowy kwietnia mój ukochany las gałkowski zostaje zasypany białymi kwiatami, które rzuca mu wiosna, a tymczasem mamy siódmy dzień miesiąca i…cóż, też jest biało, ale nie pachnie. Szczerze mówiąc nie rozpaczam zbytnio, bo moja alergia nie może dać o sobie znać. Ha! Jednak po głębszym zastanowieniu chyba chętnie bym się jej poddał i przynajmniej chodził w normalnych butach i lekkich ciuchach niż opatulony w szaliki i płaszcze. Co do zdjęcia, zrobiłem z okna, w zasadzie nie wstając z fotela, bo kąt był do przyjęcia (ciężka dupa). Szpaki też mają dość i wyczekują lepszych dni.

It’s April and snow is still here. I don’t think I remember such a long winter. Usually at this time of year dog shit shoe-traps are blooming happily and I’m trying to clean my photo equipment because I know how evil spring can be for the camera. Don’t want any more dust there. When I see 15th on the calendar I think about white flowers flooding my favourite woods in Galkow. Today is 7th and it’s also white…NOT the kind of white I expected. I’m not that devastated though since my allergies have no chance of kicking my ass. On the other hand, I’d probably gladly surrender to them and be able to walk in normal clothes, not burried in scarfs and coats. As to the pic, I took it from my window, didn’t even get up since the angle was acceptable (call me lazy, I don’t care!). Guess I’m not the only one waiting for spring…