Kurz / Dust

Wszystko zarasta kurzem. Na przykład nieprana od dawna firanka albo rzeczy na szafie, których uporządkowanie odkłada się na kolejne weekendy. Od razu w nosie kręci. Ale tak na dobrą sprawę kurz sam w sobie potrafi wywoływać nie tylko katar.

Kiedy sprawa tyczy się wspomnianych wcześniej firanek, kurz odgrywa rolę przypominacza, że czas sięgnąć po proszek. Wówczas, przynajmniej w moim domu, mama zrywa je nie bacząc na pękające ze starości przyszczypki przy karniszu, a następnie po praniu, ojciec wiesza wszystko z powrotem rzucając kurwami, bo nie ma ich jak przyczepić.

Kurz jest również bezlitosny, pozbawiony uczuć. Pamiętam gdy pojechałem z tatą do mieszkania babci tuż po jej śmierci w celu wstępnego ustalenia od czego zacząć sprzątanie. Zobaczyłem mieszkanie takim jakie było zawsze, przedmioty, które nie zmieniały położenia od lat. Najbardziej zapamiętałem jednak cieniutką, szarą warstwę pyłu na szklance z niedopitą herbatą, która stała na stole. Chyba wtedy wszystko do mnie zaczęło docierać.

Za każdym razem gdy się go widzi, trzeba podjąć jakieś działanie. Człowiek ma to w swojej naturze, że nie potrafi usiedzieć na dupie i pozwolić kurzowi leżeć tam gdzie chce. Prędzej czy później się go zetrze. Ale może tak musi być, może to właśnie kurz zmusza nas do funkcjonowania i pamiętania o rzeczach, na których osiada. Może powstał tylko i wyłącznie po to, żeby ludzie pamiętali o zapomnianych pudełkach ze zdjęciami, figurkach, kluczach do dawnych domów, pamiątkach znad morza…

…i brudnych firankach.

Może kurz jest najpotężniejszym czynnikiem zmuszającym nas do podejmowania decyzji jaki istnieje.

Trudno sobie wyobrazić świat bez czystych firanek.

Everything eventually gets covered in dust. Like unwashed curtains or stuff resting on the top of your wardrobe which we promised to clean up but in the end we didn’t. When you take a closer look at it all, dust does not only cause hay fever.

Going back to unwashed curtains, in my house it’s the same story every freaking time. Mom takes them off rapidly, slowly killing every old and weak latch. After washing them, it’s my dad’s duty to put them back, so he spents an hour and a half throwing „fucks” and „shits” in the air because there’s nothing left to attach them to. But it’s always the dust what tells my mom to do the washing.

Dust can also be emotionless and unrelenting. I remember visiting my grandma’s flat soon after her death. Me and my dad had to look around and decide where to start the cleaning. The place looked like always, everything was in its place. The only difference was that thin, grey layer of dust on a cup with unfinished tea. I think that was the moment when it hit me.

Everytime we see it, you take action. I guess that’s in our stupid human nature. We just can’t let it be and sooner or later we grab something to clean it with. But maybe this is the way of things, maybe we are meant to do so. What if dust is the strongest factor in our lives, what if its only purpose is to make us realize that it is time to deal with whatever is on the agenda. Even if it’s just old cases with family pictures, holiday souvenirs, old keys…

…and unwashed curtains.

I mean really, who can imagine a world without clean curtains!?