To chyba najbardziej malownicze pomieszczenie w letnim domu mojej ciotki, tak zwana druga część garażu. Swojego czasu stała tam genialna drewniana szafa, pełna słoików, gazet, naczyń, kurzu i pajęczyn jak z horroru. Przesiadywałem tam godzinami z aparatem, bawiąc się światłem i fotografując pewną srebrną obrączkę w najróżniejszych sceneriach. To właśnie w takich momentach wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach…przynajmniej dopóki do garażu nie wleci wielki szerszeń z zamiarem obejrzenia mnie z bliska.

This is one of the most picturesque places at my aunt’s summer house, the so called extension to the garage. There used to be a huge wooden wardrobe, full of old jars, torn newspapers, plates, dust and scary cobwebs. I used to spend hours there with my camera, playing with lights and shadows while taking pics of an old silver ring. That is one of these moments when one’s imagination is rushing through the brain like crazy…at least until a huge hornet flies in and wants to take a closer look at you.