W zeszłym roku kupiłem sobie rower – używaną kolarkę. Dotychczas jeździłem “góralem” – porządny Kross trzymający klasę nawet po 8 latach zwiedzania województwa (wystarczył przegląd raz na rok). Uznałem jednak, że na miasto przydałoby się coś lżejszego i zwinniejszego, więc przez ok. 1,5 miesiąca przeglądałem OLX (dla nieobeznanych – coś w stylu Allegro) w poszukiwaniu fajnej szosówki w rozsądnej cenie. W końcu się udało i po krótkiej negocjacji kupiłem obecnego na poniższym zdjęciu Peugeot’a Etoile za 400 złotych. Nie miałem jakiegoś wielkiego rozeznania w kolarkach, wielokrotnie przeglądałem fora internetowe i portale poświęcone budowie tego typu rowerów i obserwowałem jeżdżących po mieście. Wiedziałem tylko, na co patrzeć podczas zakupu, czego się wystrzegać i tak dalej. 
O marce Peugeot wiadomo wszystko, natomiast o modelu Etoile wiem do dzisiaj tyle co nic. Internet nie mówi za wiele, ale jest to rower prawdopodobnie z połowy lat 80-tych. Sporo części było oryginalnych, jak na przykład siodło z białej skóry czy korba. Ale rower sam w sobie poszedł natychmiast do serwisu. Nie tylko dlatego, że obie dętki były dziurawe jak spodnie zbuntowanego gimnazjalisty, ale również z powodów bezpieczeństwa. Rower wydawał mi się bardzo kruchy (sam ważę ok. 95 kilo co nie pomagało psychice) i wolałem się upewnić, że nie rozsypie się na środku drogi. Pierwsze przejażdżki były dziwne, ale przyjemne. Bardzo spodobała mi się szybkość i lekkość, bo ważył zaledwie 9,5 kg. co w porównaniu do 15-kilogramowego Krossa było wielkim skokiem w dół. Bałem się o opony, ale poprzedni właściciel wspomniał, że wydał na nie trochę pieniędzy i nie powinny zawieść (faktycznie, Michelin!). Dwanaście biegów pozwalało się rozpędzić do całkiem niezłej prędkości, co nie zmienia faktu, że w Łodzi i każdym innym mieście trzeba mieć oczy dookoła głowy podczas jazdy po ścieżce czy ulicy. Miasto jest bezwzględne na każdym kroku. Minusem dla mnie były manetki do przerzucania biegów, bo znajdowały się na ramie, co znacznie ograniczało ruchy. Najgorsze, że na “łódzkim chodniku” rower podskakiwał i biegi same się zmieniały, co doprowadzało do szewskiej pasji. Po pewnym czasie i poznaniu się z rowerem uznałem, że to jest to i czułem się na nim pewniej niż na prawie dwa razy cięższym Krossie.
Tak czy siak pod koniec sezonu doszedłem do wniosku, że w przyszłym roku coś zmienię. Z początku zadecydowałem o pozbyciu się biegów, czyli zrobieniu tzw. single speeda (w wolnym przekładzie – roweru jednobiegowego). Potem poczytałem o idei “ostrego koła” – minimum osprzętu, najprostsza forma roweru pozwalająca na pełną kontrolę ruchu. Pedałujesz do przodu, jedziesz do przodu. Pedałujesz do tyłu i jedziesz do tyłu. Rama, kierownica, mostek, stery, widelec, koła, korba, pedały, łańcuch, siodło ze sztycą i drobne bajery. Prawdziwe ostre koło nie posiada hamulców, chodzi o to, żeby się nie zatrzymywać, a omijać przeszkody, natomiast hamowanie odbywa się za pomocą zwalniania ruchu pedałów (kontra w piaście) lub rozmaitych ruchów, zależnie od stopnia zaawansowania kierującego. Ja jednak na hamulec przedni się decyduję, ze względów bezpieczeństwa i przede wszystkim prawa. 
Postanowiłem rower nie tylko odnowić, ale spersonalizować. Nie chcę, żeby była to kolarka, która ma któregoś tam właściciela i od 35 lat jest tym samym meblem stojącym co roku na innym strychu czy balkonie. Chcę z niej zrobić dzieło według swojej własnej koncepcji, pomysłu, wizji. Chcę by ten rower przetrwał ze mną deszcze, burze, upały, bolesne kraksy, wizyty w serwisie, długie wycieczki i całe lata. By zobaczył morze łódzkiego betonu oraz zieleń mojego ukochanego lasu. Marzy mi się, że za 50 lat, gdy będę już pierdział w starczą pieluchę i siedząc w fotelu oglądał seriale do paczki krakersów, mój wnuk znajdzie go w garażu pod jakąś płachtą pokrytą pajęczynami i zapyta czy może się przejechać. Wówczas uznam ten projekt za sukces.
Pierwszym etapem oprócz kupna, było nadanie Peugeotowi imienia. Wybór był prosty – Perseida. Głównie dlatego, że gdy przyprowadziłem ją (Perseidę) do domu, położyliśmy się z narzeczoną na łóżku, otworzyliśmy okno i gapiliśmy w niebo przez dobrą godzinę wypatrując corocznego, sierpniowego deszczu perseid. Nie mogliśmy akurat jechać za miasto, gdzie warunki do tego typu obserwacji są najlepsze, więc okno mieszkania musiało wystarczyć.
Dojrzeliśmy może z cztery.
PS: Coś, czego dowiedziałem się od mamy, kilka tygodni po nazwaniu roweru – “etoile” po francusku oznacza gwiazdę.
Last year I bought myself an old road bike. Until that time, I used to ride my MTB which even after eight years is still in good shape (required an occasional visit in the bikeshop). I thought I’d love something a bit lighter and faster for the city, so I took my time and searched through a few ebay-like websites, hoping to find something relatively cheap and in good condition. And so, after a month and a few negotiations, I purchased a Peugeot Etoile (photo) for 400 PLN which is roughly less than 100 euros. My knowledge about that kind of bikes was quite limited, I knew what I read up on internet forums and mags. I also knew what to look at and what to avoid when buying a used bike.
Internet knows it all when asked about Peugeot but knows shit when you’re searching for Peugeot Etoile. I found traces of information that the bike was made in mid 80s but that’s about it. I think most of the parts were original, like the saddle made of white leather or the chainring and pedals. But the first thing I did was take it to the service guy next door. Not only because the tubes were full of holes like rebelious kid’s jeans but also due to safety stuff. The whole thing seemed very fragile to me and since I weigh around 95 kilos, it was not that convincing without a professional opinion. First few rides were fun and weird at the same time. Not being used to low bike weight (9,5kgs compared to my previous MTB which was around 15kgs) I was very happy with the speed and swiftness of my new Peugeot. I was a bit worried about the tyres but the previous owner mentioned spending a ton of cash on them (he must have indeed, tyres were Michelin). Twelve gears allowed to reach nice speed but the shifting levers were placed on the frame which were not only tough to use but also worked on their own when hitting a bumpy road and that pissed me off. After some time I realised how great it really was and how ridiculous it seemed to me that it felt more solid than the heavier MTB.
When the season ended, I came to a conclusion that next year I will change something. Getting rid of the gears was my first thought which equaled constructing a single speed bicycle. But later on I read and heard about the fixed gear phenomenon – the absolute minimum of parts on a bike which gives maximum control. You pedal forward, you move forward. You pedal backwards, you go backwards. A few parts to build a complete bike. They say a real fixie shouldn’t have breaks on it because the idea is not to stop but pass by the obstacles. I decided to have a front brake, not only because of safety issues but also due to legal requirements in Poland.
My goal is to not only give the bike an overhaul but also personalise it. I don’t want it to be another piece of furniture sitting in a different attic year after year, owner after owner. I want to make it mine, basing on my project, my idea and my concept. I want it to go through sun and rain with me, through storms and winds, accidents and repairs. I want it to see the ocean of concrete that my city is and the beautiful shades of green of my favourite forest. I hope that in 50 years when I’m an old fart, sitting in a diaper, watching TV, my grandkid will find it in the garage, covered with a sheet full of spider webs and ask me if he can take it. At that moment I will call this project a success.
So the first phase was, apart from the purchase, to give it a name. I went with “Perseid”. Mostly because the evening I brought it home, together with my fiancee we watched an annual meteor shower through the window (we couldnt leave the city at that time). 
We saw about four.
PS: Something I had learned from my mom, weeks after buying the bike. Etoile means “star” in French.