For English please scroll down.

Co oznacza słowo “ulubiony”? Zespół, restauracja, sportowiec… wszystko to wiąże się z naszymi gustami i osobistymi preferencjami. Jest to muzyka, do której często wracamy i której chcemy więcej. To jedzenie, które zawsze przyrządzamy, bo wiemy, że będzie pyszne. Nawet sukcesy skoczka narciarskiego czy gole piłkarzy. W każdej kategorii życia można wybrać coś ulubionego.

Nie inaczej jest z fotografią i jakbym miał wybrać jednego artystę, którego prace zawsze wpadają mi w oko to bez wątpienia wskazałbym Trenta Parke’a.

Parke jest członkiem elitarnej i legendarnej agencji Magnum, zrzeszającej tych największych i tych najlepszych. Od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie kupno jego albumu “Minutes to Midnight”, gdyż zawiera on moją ulubioną fotografię (vide foto w środku). No i mam!

Sam album jest dosyć chaotyczny, wydaje się, że Parke zebrał przypadkowe fotografie i starał się z nich skleić opowieść. Nie można powiedzieć, że mu się nie udało. Całość jest natomiast bardzo otwarta i niejednoznaczna. Zdjęcia powstały podczas wycieczki po Australii, z której pochodzi. Parke obserwuje i fotografuje momenty życia zwykłych ludzi, jednocześnie porównując je w głowie z Australią jego młodości, tej w której dorastał.

Przy pierwszym posiedzeniu z książką odniosłem wrażenie, że autor opowiada bardzo smutną i ciężką historię, wręcz apokaliptyczną. Pokazuje zarówno biedę jak i ludzi cieszących się chwilą. Ciszę i krzyk, czerń i biel. Na szczęście to nie wszystko i co kilka stron pojawia się jakiś pozytyw. Przez ten zabieg wydaje mi się, że książka ta jest po prostu o życiu, jego przewrotności i nieprzewidywalności.

Tu pojawia się wspomniana wcześniej dowolność interpretacji. Trent pokazuje nam, że nawet najbiedniejszy może poczuć szczęście, a najszczęśliwszy może się załamać. A wszystko co przeżywamy jest otoczone surrealizmem, który poprzez swoją powtarzalność staje się dla nas codziennością.

Trzeba zwrócić uwagę na styl, bo to on tworzy całe dzieło i “robi robotę”. Coś co absolutnie uwielbiam u Parke’a to jego niebywała umiejętność gry światłem. W jego fotografii da się zauważyć chęć wycentrowania, a raczej wyizolowania obiektu z jego otoczenia. Jedna z serii (patrz zdj.) ukazuje człowieka skąpanego w świetle pośród innych ludzi lub w krajobrazie. Prosty, ale genialny zabieg dający piorunujący efekt.

Cieszy też różnorodność zdjęć, które dostajemy w “Minutes to Midnight”. Czasem są to portrety, czasem ujęcia niemal kompletnie nieostre, a jeszcze inne to poważne fotografie przypominające średniowieczne obrazy, gdzie w każdym rogu dzieje się coś innego, a całość ogląda się jak mapę na stole a nie zdjęcie. Nie brakuje też zbliżeń, szerokich kątów, zaciemnień, zarysów sylwetek, geometrii, ujęć z góry, z dołu, podwójnych ekspozycji… prawdziwy fotograficzny Happy Meal!

Mógłbym tak pisać w nieskończoność, ale polecam każdemu, kto lubi dobry street, złapać za “Minutes to Midnight”. To prawie 100-stronicowa bajka, która wydarzyła się naprawdę i w której każdy znajdzie coś dla siebie.

Bierzcie póki jest.

What does the word “favourite” mean? A band, a restaurant, a sportsman… all that adheres to our taste and personal preferences. It’s either that music we keep coming back to or food we prepare every weekend because we love it. Even the goals of our most adored football player. We can choose something in every aspect of our life.

Photography is no different and if I were to choose one artist whose work catches my eyes that would most certainly be Trent Parke.

T.P. is a member of the legendary Magnum Photos agency which is an elite club of the biggest and best photographers there are. I’ve been thinking about getting my hands on Parke’s “Minutes to Midnight” for a while now and here I am! It so happens the album features my all-time favourite photograph (see picture in the middle).

The book itself seems quite chaotic yet fluent. It’s as if the author took random photographs and put them into their own story. And he did it quite well. The whole thing though feels very open to interpretation and not so obvious at all. The photos were taken mostly during his trip around Australia which is his home country and where he grew up 20 years earlier. Parke observes and photographs moments of lives of ordinary people at same time remembering what his growing up was like.

During my first session with the book I felt as if the story is sad and heavy, almost apocalyptic. It shows both poverty and happiness. Sadness and joy. Silence and scream. It’s not all though, once in a while positivity strikes and reminds us that life is anything but stable. Which frankly I think is the main theme of the book.

This is also where the freedom of interpretation comes in as T.P. shows us that the poor can laugh and rich can cry. All that we live through is surrounded by surrealistic situations that due to their repetitiveness become air we breathe every day.

Something I absolutely love when it comes to Parke is his amazing ability to wield and control light in his frames. You can see the will to isolate the object from it’s surrounding but keeping it in at the same time. One of the recurring themes is a person largely overexposed by light while everything else is darkened. A simple yet genius move that makes you stop and wonder what it acutally means.

“Minutes to Midnight” is a 100 page photography Happy Meal because the author is a man of many styles. We get close ups, portraits, blurry scenes, overexposures, underexposures, double exposures, wide angles, upper shots, down shots and simple ones as well as huge photographs that bring medieval paintings to mind, where each corner has something else going on and you have to scan it like a map to get it all in.

I could go on and on but all I can do is recommend this book to every single person I know. There’s something in it for everybody.

Get it before it’s gone.