Na początku września udało mi się zwiedzić trochę Lizbony. Trochę, bo byłem tam tylko tydzień, a jest to spore miasto, nie mówiąc o jego malowniczych okolicach.

Kolega z pracy (Portugalczyk) mówił mi przed wyjazdem, że będzie wspaniale i okazało się, że skubany miał rację. Ze stygnącej po sierpniowych upałach i zestresowanej Polski przetransportowaliśmy się do kraju, który sprawia wrażenie, że nie warto się martwić pierdołami i lepiej iść na spacer.

Niewątpliwym plusem Lizbony (i być może całej Portugalii) jest bezpieczeństwo na ulicach. Takie przynajmniej miałem odczucie, bo w Łodzi wyciągając aparat z torby (nieważne czy cyfrowy czy analogowy) automatycznie zwraca się uwagę przechodniów, podobnie przy robieniu zdjęć na ulicy. Tam jakby nikogo to nie obchodziło i trudno się dziwić, bo turystów mają bardzo dużo i są przyzwyczajeni. Między innymi to odblokowało u mnie na chwilę lęk przed robieniem zdjęć nieznajomym.

Oszczędzę rzewnych opisów uliczek Alfamy czy ciastek z Sintry, bo to każdy już zna albo wyczytał w przewodniku. Jedynym minusem Portugalii były dla mnie wszędobylskie samochody, skutecznie psujące mi kadry. Podświadomie potraktowałem to chyba jako wyzwanie, bo przy przeglądaniu zdjęć zauważyłem powtarzający się motyw samotnego człowieka w krajobrazie. Właśnie te fotografie wydały mi się najciekawsze.

Lizbonę polecam każdemu, ale na dłużej niż tydzień. Warto mieć na tyle dużo czasu, żeby kupić sobie kawę, torebkę pasteis de nata i rozsiąść się gdzieś w zaciszu, żeby poczuć jak miasto oddycha.

Praia de Carcavelos (Yashica Mat 124G/Kodak Ektar)
Pavilhao de Portugal

My September started with a week in Lisbon which frankly is not enough time to see everything there is to it, not to mention the wonderful things around it.

A friend from work (who is Portugese) told me I was going to love it and I must say he was right. From a steamy and stressed out Poland a four hour flight took us to a country that’s chilling on the beach and says there’s nothing to worry about.

What I loved about Portugal was the safety on the streets, at least that’s how we felt there. If you take your camera out in Łódź, you’re in for a gaze fest from everyone around you and it can get worse once you start taking photos. With the amount of tourists in Lisbon, nobody really cared which gave me enough strength to fight all those fears I have of photographing strangers.

I’ll save you all those cheesy descriptions of mysterious streets of Alfama or amazing pastry from Sintra, you can read up on that in a guide or Google. One thing that bugged me were the cars. They were practically everywhere a car could fit which ultimately ruined a few frames for me. I think my mind treated that as a challenge. Weeks later, while browsing through the photographs, I noticed a recurring theme of a single person in a bigger surrounding. I found these to be the most interesting.

I recommend Lisbon to everyone but for longer than a week. It’s great to have enough time to get a coffee, a bag of pasteis de nata, sit down somewhere and watch the city breathe.