Wigilia cz. 2





Po śniadaniu i prezentach poszliśmy z ojcem po orzechy na rynek i tak ogólnie się przejść przed wielkim obżarstwem. Pan sprzedawca był bardzo miły i uśmiał się, gdy wybierał nam te większe orzechy, bo ojciec klei z nich małe statki (serio, bardzo fajne). Po drodze krajobrazy typu owe czerwone owoce na krzaczkach oraz “kompozycja smaków” czyli kupa śmieci na ziemi. Appropos kupy, to pstryknąłem też coś w tym stylu i chciałem dać podpis, że dostałem klocki na święta…ale się wstrzymałem 🙂 Owe coś czego nie wrzucę tutaj nie było moje tylko jakiegoś psa. Na koniec spaceru jeszcze czekanie na windę i jesteśmy w domu.