Stare kocury na zasranych parapetach


Inaczej się nie dało zatytułować tego posta. Wszystko było. Jak wracałem z „alarmu bombowego”, wyszedłem przez bramę obok urzędowej. No i po drodze zobaczyłem kota który skakał sobie po parapetach starej kamienicy w podwórku. „Strzelę” pomyślałem i wyjąłem aparat. Jak celowałem w zwierzątko, oczywiście musiał się zatrzymać i na to patrzeć jakiś facio (po 50-tce). Dobra niech patrzy co się będę szczypał. No i ja się nie szczypałem, za to kotek jak zobaczył jaką ma publiczność spanikował i skoczył na dalszy parapecik w całości pokryty lodem. Los chciał widocznie żeby kicia zrypał się z parapetu z hukiem i zwiał w podwórko. Trudno, poleciał, foty jakieś tam mam. Ale wcześniej wspomniany facio widać oczekiwał czegoś więcej i wypalił do mnie: „Jeśli temu kotu coś się stało, to zaraz uszkodzę panu ten aparat „. Nie będę przytaczał swoich i jego późniejszych cytatów, w każdym razie Sz.P. uznał, że „No, ma pan szczęście!” na widok kotka biegnącego spokojnie przez podwórko. Dopiero w tramwaju do mnie dotarło, że jemu też mogłem zrobić zdjęcie, byłoby lepsze niż ów niezdarny dachowiec.