Jedną z wad Łodzi jest to, że bardzo trudno znaleźć blok lub mur niepomazany przez skretyniałych knypków, kibiców czy pijaków. Wyjdzie taki ze sprayem w jednej ręce, telefonem grającym jakieś techno w drugiej, pierdzielnie “ŁKS HULS” czy “WIDZEW HULS” i zadowolony. Ogólnie popieram graffiti, ale takie, które ma sens i jest przemyślane przez jego twórcę, a nie durne bazgroły.Nie dociera jednak do takiego, że to między innymi jego mamusia potem buli za odmalowywanie przez spółdzielnię bloku i to on nie dostanie kieszonkowego, a nie Widzew czy ŁKS. Pozwoliłem sobie na mały fałsz i przerobiłem w photoshopie jeden z murów. Dla porównania daję fotę “przed”. Zajęło mi to jakieś 20 minut.