Siedziałem cały wieczór i nie zwracając uwagi na sypiący za oknem marcowy śnieg przepytywałem ojca ze zdjęć w albumach rodzinnych. Ku mojemu zdziwieniu Zorka (w zasadzie Zorkij) (czyli, dla zielonych, taki stary aparat fotograficzny) nie poszła w zapomnienie zaraz po zakupie. Otóż dziadek lubił robić zdjęcia!

To może po kolei. Nazywał się Władysław Jagiełło (serio) i był lekarzem wojskowym. Ponieważ byłem dosyć późno urodzonym dzieckiem nie zdążyłem go dobrze poznać, jednak mam w pamięci scenę jak karmiłem ratlerka babci, Groma, a dziadek wyszedł z kuchni i popatrzył się na nas. Był w brązowym swetrze we wzorek. Minę miał, jak to określa mój ojciec, posraną (czyli obrażoną). Wszyscy Jagiełłowie znani byli i są z obrażalstwa. Jak byłem dzieciakiem to często strzelałem fochy, zazwyczaj na wszystko.
Kilka razy już przyglądałem się jego zdjęciom, ale dopiero teraz chyba dorosłem do tego, żeby się na nich porządnie skupić. Muszę przyznać, że dziadek Władek był osobą imponującą. Szanowany wojskowy, lekarz, chodził w długim płaszczu i kapeluszu, który teraz stanowi część loga tej strony (patrz na górze). Najlepsze jest to, że patrząc na jego twarz widzę zarówno mojego ojca jak i siebie. Geny w końcu te same. Mocne włosy, odstające uszy i wydęte wargi. Z opowieści taty dowiedziałem się, że lubił się wygłupiać. To także u nas rodzinne.
Ale jak widać na załączonych obrazkach, interesował się fotografią. Jego zdjęcia to w większości pomniki, babcia Kasia, w której był szaleńczo zakochany, przyroda, przedmioty domowego użytku, mój ojciec i wiele innych miejsc oraz osób. Widać po tych zdjęciach, że miał oko i zmysł obserwacji. Stosował fotografię typowo rodzinną, czyli po prostu się tym bawił. Taki rodzaj tworzy najcenniejsze zdjęcia – zdjęcia rodziny i rzeczywistości dawnych czasów. Można na nich podziwiać wówczas panującą modę, samochody, obyczaje, jego ulubione zajęcia itp.
Zmarł w 1993 roku więc jak miałem 4 lata. Szkoda, że nie udało mi się go lepiej poznać. Fajnie byłoby pójść na piwo we trzech. Trzej Jagiełłowie. Może nauczyłby mnie robić fajne zdjęcia 😉
Jego Zorka jest u mnie. Z ojcem włożyliśmy jakiś stary film, żeby sprawdzić co z nią nie tak (chyba się zapiaszczyła tacie na plaży wiele lat temu). Zacina się przy przewijaniu, więc pójdzie do naprawy na Piotrkowską 85. Dziadek miał też Zenita, którego właśnie z Piotrkowskiej idę odebrać w środę – oczyszczonego i naprawionego. Dwie rolki filmu już czekają.
Tak na koniec, zastanawia mnie jak będzie wyglądało przeglądanie rodzinnych zdjęć w przyszłości. Czy jak mój syn lub córka przyjdzie do mnie i powie, że chce obejrzeć stare zdjęcia to dam jej płytę DVD? Tyle tego jest, że aż strach. Oczywiście można iść i wywołać. To kolejna oznaka tego, że ta stara fotografia już przemija coraz bardziej. Nie powiem, że przeminęła, bo nadal sporo ludzi pstryka analogami. Ale to już nie to samo.
Zresztą, co ja – taki szczaw – mogę wiedzieć? 🙂