Już przed pójściem spać wiedziałem, że będę latał po jakimś parku, bo ładnie napadało. I tak też było. Spory spacerek spod, przedstawionego na zdjęciu, mojego wydziału do Białej Fabryki. Tam kaczki marzły na zaśnieżonym stawie. Oczywiście po odstaniu kilku minut w celu “zdobycia ich zaufania” i przyzwyczajenia do obiektywu wbiegł mi na to wszystko jakiś doberman i pogonił kaczki. Aż przypomina mi się taki program, który oglądałem na “jedynce” kiedyś, o fotografowaniu ptaków z ukrycia. Nie był to Wajrak. Jakiś tam pstrykacz. No i opowiadał jak to pojechał gdzieś nad Wisłę fotografować gęsi, które to przylatują tam raz do roku na kilka dni. Zbudował sobie ziemiankę, w której praktycznie mieszkał przez dwa dni w oczekiwaniu na ptactwo. Trzeciego dnia gęsi przyleciały i już jak miał zacząć robić zdjęcia, to do ziemianki wlazła mu ciekawska krowa i rozpieprzyła wszystko w drobny mak. Oczywiście gęsi jak zobaczyły ten teatr to zwiały w oka mgnieniu. Cóż, dzikie gęsi i krowa w ziemiance to nic w porównaniu do kaczek w parku i dobermana.

Pominę opisy ile to razy na łeb mi spadła czapa śniegu z drzewa. Co do zimy w Łodzi to trwa nadal, bo jak piszę tego posta, za oknem sypie kolejna porcja śniegu. Kilka dni do wiosny, a tu nawet trawy nie widać…trudno, śpię dalej.