Kicz wakacyjny-Rowy 2010






Ło Jezu dawno nic nie było na blogu…chyba najdłuższa przerwa jak dotąd. Ale co wakacje to wakacje. W tym roku krótsze i to z mojej winy. Piętnastego sierpniowego zawitam definitywnie do Łodzi i siadam do nauki. Po dwutygodniowym pobycie w Rowach, relaksuję się na tzw. „zadupiu” czyli w Justynowie. Chociaż w tym relaksie przeszkodziła mi ostatnio gorączka, zdjęć robić nie przestaję. A tymczasem niech żyje polopiryna, pyralgina i inna pirania. Na zdrówko!