Opuszczone / Abandoned

Często jeżdżę ulicą Rokicińską. Z powodu jej długości zawsze dzieliłem ją na odcinki. A to przy Zielpolu, a to przy Obi, a to w Andrzejowie i tak dalej. Jakiś czas temu zwróciłem uwagę na kilka domów zaraz za Selgrosem. Stoją całkowicie puste, zarośnięte, zdewastowane, do niektórych nie da się wejść. Dookoła syf, góry śmieci, szkło… Oczywiście postanowiłem się tam zapuścić i porobić zdjęcia. Jak się okazało, zniknięcie rodzin ma związek z pobliską budową autostrady A1. Jak wyczytałem w sieci, ludzie, którzy tam mieszkali, nie byli zachwyceni krokami podjętymi w celu uzyskania miejsca na budowę drogi. Jedna z rodzin mieszkała tam od 50 lat. Nie jest rzeczą trudną do przewidzenia co się działo dalej, państwo zaproponowało niskie stawki, ludzie się wkurzyli. W sumie to się nie dziwię. Do walki stają dwie wielkie siły: siła ludu ze swoim vox populi, tradycją, przyzwyczajeniami, dobytkiem, historią oraz urzędnicy, przepisy, biurokracja. Takie starcia zazwyczaj kończą się na niekorzyść mieszkających. A mi pozostaje robić zdjęcia.



















I see Rokicińska St. quite often. Because of its lenght I always divide it into parts like near the Zielpol store or near the Obi mall or in Andrzejów town etc. Sometime ago I noticed a number of houses, just few metres away from Selgros mall. They are completely empty, surrounded with bushes, devastated, in some cases it’s even impossible to get inside. Well of course I decided to pay this place a little visit and take some pictures. As it appears, the reason why people had to move out is the A1 highway which is supposed to be built within next years. I read that those who lived there were not happy with the decision to leave their places. One of the families had been living there for over 50 years. It’s not hard to imagine what happened next, the authority offered low prices, people got pissed. Well I’m not surprised. In the duel between people with their traditions, properties, personal stuff and history AND the authority, rules and bureaucracy, there is usually one winner. And what’s left for me in this conflict? Photos, photos, photos.