O przegranej i o brudzie / About the loss and filthiness

Post w sumie o dwóch rzeczach. Na początek wezmę przegraną Łodzi jeśli chodzi o bycie Europejską Stolicą Kultury w 2016 roku. Nie znalazła się nawet na krótkiej, ścisłej liście. Różne krążą ploty, dlaczego tak się stało. A bo nikogo z Łodzi nie było w komisji, a bo to, a bo tamto. Przyznam, że nie liczyłem na wygraną, ale na ścisłą listę już raczej tak. A tymczasem okazało się inaczej. Denerwuje mnie reakcja ludzi. Rozumiem, że nadzieje były duże, włożono w projekt dużo wysiłku, poświęcono mu dużo czasu. Ale wkurza mnie ślepota, która najwyraźniej ludziom doskwiera. Widzą co chcą widzieć. Widzą festiwale, teatry, happeningi, literaturę, architekturę i tak dalej. A nie chcą widzieć syfa, antysemickich haseł na murach, gówien na trawnikach, lumpów i moczymord. Czym jest kultura pisałem kilka postów temu. Ale powtórzę jeszcze raz: jest to m.in. mentalność ludzi. I co z tego, że Piotrkowska zostanie wylizana do czysta. Ktoś kto przyjedzie tu zza granicy nie będzie się ograniczał do Piotrkowskiej. Zechce zobaczyć Widzew, Teofilów, Dąbrowę…i co tam spotka? Na pewno nie kulturę. Dobrym przykładem (i tu przechodzę do drugiego tematu) jest niedzielna giełda przy ul. Lodowej. Co tydzień ściąga tłumy ludzi. Ale jeśli nasz turysta będzie przejeżdżał Lodową w niedzielę, około godziny 16:00 to zobaczy cholerne piekło. Zdarzyło mi się to dzisiaj i z wrażenia aż wysiadłem z autobusu. Kilkaset metrów śmieci. Dosłownie. Dodatkowo oczywiście lumpy i dresiarstwo. Brak słów po prostu. Wiadomo, że odpowiednie służby zaczynają potem sprzątać, ale co przejezdny zobaczy to jego. I teraz drodzy państwo powiedzcie mi jak się ma Piotrkowska do Lodowej. Faktycznie, nijak. A miasto przecież to samo…i “kultura” też.






This post will be about two things. First of all, Łódź lost its chance of becoming the European Capital of Culture in 2016. It didn’t even qualify for the short list of 5 cities. There are many rumours why this happened. Because no one from my city was in the jury, because this, because that. If I had to confess, I never believed that Łódź would win, but I hoped it would at least get on the short list. Oh well. One thing that makes me mad is the reaction of the people. I know that everyone hoped for the best score, that they put a lot of effort into the project, that a lot of time was spent on preparations. But the blindness is what annoys me the most. People see only what they want to see. Festivals, theatres, cinemas, happenings, literature, architecture etc. But they do not want to notice the filthiness, anti-Semitic slogans on walls, all the dog-shit on the streets, bums and boozers. Few posts ago I wrote how culture should be understood. But I will repeat one more time: among other, it is the mentality. Piotrkowska street clean and beautiful (someday) – so what?. Some random tourist will not want to see Piotrkowska St. only. He’s going to see all the districts like Widzew, Dąbrowa, Teofilów…and what will he find there? Well definitely not culture. A good example may be (that’s the second topic) the Sunday commodity exchange on Lodowa St. Thousands of people, every week. But if our random tourist will be accidently passing by Lodowa St. at 4 pm on Sunday he will see nothing more but fucking hell. It occured to me today and I was so shocked that I left my bus. Hundreds of metres of trash. Literally. Plus drunkards and hools. Speechless. It’s obvious that later, the service starts cleaning the place up but our foreigner would be as shocked as I was today. So now please compare the located-in-the-centre Piotrkowska to Lodowa. Wow, no chance there. But it’s still the same, one city…and the “culture” as well.

1 thought on “O przegranej i o brudzie / About the loss and filthiness

  1. Franek, some well-considered comments on your part. I do worry about the pace of progress — or rather that elements like the dog shit, anti-Semetic graffiti, the litter and so on, are just accepted. Like nobody shoveling the snow at the bus stops or tram stops, or the nasty, unhelpful bureaucrats in various offices, people simply tolerate unnecessary obstacles and challenges. And so the misery feeds more misery. As a good friend told me many years ago, "We owe it to ourselves to demand more from the world."

Komentarze są wyłączone.