Religia leży i kwiczy. / Dying religion.

Generalnie nie jestem wierzący. Nie przekonuje mnie Biblia ani wszelkie pogłoski na temat istnienia Boga. Nie jest mi to potrzebne i staram się trzymać od tematu z dala. Ale szanuję ludzi, którzy wierzą i modlą się codziennie w nadziei, że ktoś tam gdzieś ich wysłucha. Nie wchodzę tym ludziom w drogę i nie próbuję zmieniać ich przekonań. Widocznie tego potrzebują. Problem w tym, że takich modlących się po cichu, w domowym kącie i nie wtykających religii do polityki jest coraz mniej. Z przerażeniem obserwuję rozrost pewnego rodzaju „gatunku” wierzących, który pokazuje się w telewizji, krzyczy do kamery i za wszelką cenę chce „dobrze” (czyt. tak jak jemu się podoba). I nie piszę tutaj o słynnych już w całym kraju „moherowych beretach”. Piszę o czymś znacznie groźniejszym. O ludziach jeszcze młodych lub nie tak bardzo starych, którzy popisują się przed kamerami tym, jak to bardzo są wierzący i kochają Jezusa. A najbardziej denerwująca jest nachalność. Telewizja to jedno, zawsze można zmienić kanał. Ale kiedy taki „nowowierzący” zaczyna wciskać mi swoją wiarę na siłę, wtedy zaczyna być nieciekawie. Dużą szansę na pokazanie się mieli tacy ludzie dokładnie rok temu, kiedy w Smoleńsku rozbił się samolot z polskim prezydentem i resztą. No tragedia, zdarza się. Ale co widzieliśmy kilka miesięcy temu, podczas słynnej „bitwy pod krzyżem”? Ciężko powiedzieć kto bardziej chciał rzucać kamieniami – ci, którzy protestowali przeciwko krzyżowi przed Pałacem Prezydenckim, czy ci którzy chcieli go tam zatrzymać. Nie chodzi już mi o te nieszczęsne babcie padające pod nogi policji, ale o ludzi po 30, 40, 50 lat, rzucających „kurwami”, wymachujących zaciśniętymi pięściami. Prawdziwi katolicy, proszę bardzo. Aż rzucę oklepanym: a co by Jezus pomyślał? No ludzie, puknijcie się w głowy. Wisienką na torcie była słynna Joanna spod krzyża, która dzień w dzień przed kamerami zapowiadała walkę do końca. Po prostu paranoja.

Religia w szkołach ma za zadanie pobudzić w młodym człowieku wiarę i dobro. Gówno prawda. Chwilowo religia w szkołach oznacza wkuwanie na pamięć modlitw i tekścików wymyślonych przez Kościół, siedzenie na lekcjach, na których i tak 3/4 nie słucha i czeka na dzwonek („odwalić religię i do domu”). Katechetki na zachętę sypią szóstkami w dzienniczkach. Jak komuś się uda to może się wypisać z religii. I to tyle. A, no i oczywiście rekolekcje, czyli bezsensowne siedzenie w kościele i granie w pokemony z kumplami obok załamującej ręce katechetki. Brawo.

Kultowe stało się obnoszenie ze swoim wyznaniem. Ludzie noszą na szyjach różańce, naklejają sobie rybki Ichthys na samochody itp. Szczytem był jakiś serwis SMS-owy „słowo boże w twoim telefonie, za jedyne 1,22 zł !!!”. Żenua drodzy państwo. Wszystko to, to oczywiście złoty interes Kościoła. Kasa leci! Najlepszy przykład z mojej branży – kurs na pozwolenie na fotografowanie w kośćiele – jakieś 200 zł. A co na kursie? Modlitwa fotografa/kamerzysty. Nie wiem czy śmiać się czy płakać. Kretynizm w sosie własnym. Ale ja tam biznesmenów szanuję, więc zarabiaj sobie dalej, Kościele. Tylko nie wtykaj mi w kieszeń swoich łap.

Generally speaking, I don’t believe in God. The Bible and all other stuff does not convince me. I simply don’t need it to be happy. But I respect those people, who pray every day in their homes and believe that someone or something put there will listen. Problem is, it’s not that easy to find such people anymore (I mean in Poland). What makes my hair rise is the growth of an angry mob which calls itself „true catholics”, screams in front of TV cameras and says that it wants only best for the people (best meaning what it thinks is right for itself). I’m not talking about those old, crazy ladies but about people at the age of 30, 40, 50 who are ready to beat up everyone who doesn’t believe in God. Their impudence is the worst thing of all. One thing when we deal with television, we can always change the channel but when such a nouveau-believer starts persuading me his faith…well that’s just not the way it works. Make me want to ask the cliche „What would Jesus think?”. Best opportunity for those people to rise occured last year when exactly on 10th of April a polish plane carrying the president and other politicians crashed in Smolensk. There was a famous „battle for the cross” whcih took place few months later (basically, it was a conflict between people-people-authority about a cross which was placed illegally in front of the Presidential Palace in Warsaw). Who did we see there? Angry mob throwing „kurwa’s” around, ready to fight with the police and others, agressive attitude, clenched fists. Bravo I say, bravo.

As to religion in schools. It is there to awaken the good in people and show them what true faith is. Bullshit, sir. So far it’s all about learning prayers (made up by the Church) by heart and getting A’s for nothing, waiting till the lesson ends. If one is lucky, he/she can sign out from religion classes and have a spare hour. Long story short, religion in schools has nothing to do with faith.

And of course the newest trend of showing off how big of a catholic you are. Rosary on your neck, the Ichthys fish sticker on your car and you can say hello to the believers club. Oh come on, idiocy 100%. And the cherry on top was that SMS service advertising itself with „The word of God in your cell phone! Only ## $”……really? But the whole thing is a great business for the Church. Cash floods it’s accounts so everything is fine, right? Best example from my branch – a course for allowance to take pictures in churches during some ceremonies etc. Costs: 200 zlotys (about 65$). What does one get? Photographer’s prayer…

Keep the show going, dear Church. Just keep your hands out of my pockets.