Odpoczynek / Rest

Kolejny pobyt nad morzem. Krótki, bo tylko 9 dni, tym razem Sianożęty. Widoczki, sroczki i takie tam. Po tylu latach jeżdżenia nad morze człowiek fotograficznie, można rzec, trzeźwieje i nie popada w foto-zachwyt. Wie się co już w archiwum leży i czego nie trzeba pstrykać po raz n-ty. Jadąc na północ Polski autokarem PKS-u myślałem co ja tam będę fotografować. Może zrobić materiał o tłumie ludzi? Eeee odpocząć jadę! Coś dla siebie by trzeba. Przypomniały mi się wszystkie programy, które kiedyś tam się oglądało na Discovery, o sztormach i gniewie morza. I sobie wymyśliłem, że zrobię jedno tam takie zdjęcie (kadr złapałem, zdjęcie leży i czeka na obróbkę). Wrzucę jak będzie gotowe. Tymczasem dojechałem po około 8-godzinnej podróży i postawiłem po raz pierwszy stopę w Sianożętach. Miejscowość nadmorska jak każda inna. Człowiek trochę pozwiedza, a potem szuka cichych miejsc z dala od tłumu turystów i wczasowiczów. Oderwać się, popatrzeć na Bałtyk, bezmyślnie pochodzić po piasku i wykopać dołek na plaży. To jest to. No, ale czmyru się nie uniknie. Bezmyślny, idzie wszędzie, gdzie się światło świeci i sprzedają hot-dogi. Dzieci nie patrzą pod nogi, dorośli zresztą tak samo. Totalne mentalne zero. Ale taki tego urok.

Co mnie zdziwiło, zaciekawiło i zszokowało? Zdziwiła mnie maszyneria na plaży – budowali nowe falochrony i wielki wbijacz bali trzaskał co sekundę od 8 rano do 17 wieczorem wywalając przy tym w stronę ludzi obłoczek spalin od ropy. Zdarza się jak pisał Vonnegut. Z rzeczy ciekawych a nawet szokujących – ścieżka rowerowa ciągnąca się przez (chyba) sporą część wybrzeża. Coś niesamowitego! Zbudowali i jest! Autentycznie! Nic nie nawaliło! Można jechać równiutką drogą na wschód albo na zachód. Jedno co na pewno zapamiętam to łóżko na jakim przyszło mi spać. Cienki materac-pianka, pod spodem dykta, a poduszka tak miękka, że kompletnie nie dało się na niej łba ułożyć. No szlag mnie trafiał przez wszystkie noce jakie tam spędziłem. A, no i oczywiście ból pleców jak się szło następnego dnia z torbą foto albo aparatem z ciężkim obiektywem na ramieniu. Tragedia. Chciałem się jakoś zemścić za to łóżko…wbić jajko do środka albo śledzia położyć…skończyło się na tym, że wrogo na nie popatrzyłem ostatniego dnia. To mu da do myślenia! No i kilka fotek tradycyjnie.

Another stay at the seaside. A short one though, only 9 days, this time a town called Sianozety (no way a foreigner could spell that). After so many years, one finally wakes up and stops taking pics of everything around. Mostly because he/she already has such photos in his/her archives. While on my way to the northern part of Poland, I kept thinking what exactly was I going to shoot this year. Maybe something about the horrific crowd of people? Nah, I want to rest. Finally I remembered some Discovery shows about the evil side of the sea and how dangerous it can be sometimes. So I imagined one photograph I want to take and now after my stay I have it on my hard drive. Now it’s waiting to be Photoshopped :). So after that 8 hour trip I got off the bus and saw Sianozety for the first time. Nothing special, very similar to every other seaside town in Poland. A bit of sightseeing and then all you do is search for a quiet place without those terrible crowds of tourists. All they do is walking towards everything shiny that sells hot-dogs. Kids never watch their way and bump into you all the time. The horror…

One annoying thing not connected with crowds was surely the big machinery set which produced new (thinking how it’s called in English)…let’s say wavebreakers – those logs which are nailed into the ground to neutralize big waves and prevent the beach from being eaten. All day, from 8am to 5pm, BAM! every second plus a fume cloud per one hit. Happens. What amazed me was a bike line all the way from the east to the west. I’m not sure how long it is but definitely looks awesome and it’s a good thing they made it and didn’t screw up! Another thing that I will remember is my bed I had to sleep in. Worst bed ever! A thin sponge-mattress, plywood under and a pillow so „comfortable” you couldn’t lay your head on it without swearing. And of course the inevitable pain in the back when I wanted to carry my photo-bag. I desired some kind of a revenge but all I did was my „evil eye” I gave that piece of sh*t on my last day. That should teach it a lesson!