Co każdy lubił… / What everyone liked…

…jak był dzieckiem? No, tutaj przynajmniej ja i mój tata nie mamy wątpliwości – kolej! W każdej postaci, czyli zarówno kolejki zabawkowe jak i prawdziwę pociągi. Coś w tym takiego jest, że jazda pociągiem (o ile nie jest przeludniony) jest zawsze przyjemniejsza od podrózowania autobusami. Jak wyjeżdża z dworca, jak ze zwrotnic na prostą, jak zatrąbi, jak stuka pod kołami…ech to jest to. Pamiętam jak jeszcze byłem małym szkrabem, jeździłem na działkę właśnie pociągiem, a nie busikiem. Podróż trwała jakieś 20 minut, ale dla mnie było to zawsze coś na co czekało się w piątek i za czym tęskniło się w poniedziałek. Frajda niesamowita! Zawsze jednak byłem za mały żeby wystawić głowę za okno. No chyba, że trafiło się na przedział z podłogowym kaloryferem, który służył idealnie za stopień. Pamiętam ciągłe wpatrywanie się w ciągłość szyn w trakcie jazdy. I nawet przez tyle lat jeżdżenia, ani razu nie znudził mi się krajobraz za oknem ani te same perony i stacje.

Co do zabawek, to oczywiście kolejka z LEGO była moim skarbem, chociaż nie była w formie lokomotywy parowej tylko zwykłej elektryczki…poza tym nie znałem potencjału kolejek PIKO, które są absolutnym mistrzostwem (a drogieeeee…). Z klockami była świetna zabawa, miałem ich całe pudło na pranie (zamki, statki, ulicę, stacje różnego rodzaju i wiele takich tam innych zestawów). Układało się tory i jeździło się po mieszkaniu. Klocków już nie mam, bo rodzice oddali je znajomym z małym dzieckiem…w zamian dostali urządzenie do ćwiczeń, o które ojciec się notorycznie w nocy potykał i rzucał kurwami (też w sumie rozrywka). urządzenia nie było po dwóch miesiącach, ale LEGO też nie. No trudno się mówi, ale im starszy się robię, tym bardziej tęsknię za tą kolekcją…zwłaszcza, że obecne ceny LEGO doganiają ceny najnowszych Ferrari.

Mam kilka wagoników ze starej kolejki PIKO, więc z ojcem, będąc na wsi, wzięliśmy lokomotywę i zrobiliśmy krótką sesję na prawdziwych torach 🙂 Magia trwa!

when he/she was a child? For me and my dad that’s pretty obvious – trains! Starting from toys and finishing on real ones. There is something about traveling by train (when it’s not super-crowded) that makes the trip better than by bus. How it leaves the station, how it goes slow at first just to leave the labirynth of switches, how it sounds it’s horn, how you can hear the clatter…yeah this is it! I remember when I was a small kid I used to travel to my aunt’s house by train (not by bus as I do now). The whole thing lasted about 20 minutes but for me it was something for which I waited whole Friday and for which I yearned whole Monday. Unfortunately I was always too small to stick my head from the window, unless I luckily got into a compartment with a special floor heater which could be used as a step. I remember constantly looking at the rails which was hypnotizing. And even during that many years of looking at the same view, same stations and same trains it still didn’t become boring to me.

As to the toys – I had a nice set of LEGO’s trains which wasn’t the perfect thing but still brought me tons of fun at that time. And I had few old carriages from the PIKO train series which is still an absolute masterpiece (and absolutely too expensive). Blocks were a lot of fun, I had an entire laundry bucket of them – castles, ships, stations, trains, roads and many more. I used to set the rails all over my room and play with that LEGO train for hours. I don’t ahve them anymore because my parents gave them away to some family with a small kid in exchange for a fitness walk-machine. It didn’t last long though, only two months, because dad kept kicking it accidentally at night (it was in the bedroom) and yelling FU*K at it all the time (also a kind of fun, at least for me).

Well I still have some PIKO toys so I took my dad to the railway station near my aunt’s house and took some pictures of it being put on a real railway 🙂 Magic is still there.