Syreny rozsądku / Sirens of common sense

Dzisiaj mija 30. rocznica wprowadzenia przez generała Jaruzelskiego stanu wojennego. W południe zawyły syreny, odbyły się pokazy, rekonstrukcje, apele i takie tam. A co ja mam do stanu wojennego z 1981 roku? Tyle co Korea Północna do demokracji. A może coś powinienem jednak mieć? Wyrażać swoje sprzeciwy albo zachwycać się tym co było? Nie. Jako, że urodziłem się w 1989 roku, moja opinia na temat stanu wojennego nie powinna istnieć, nie powinna być brana pod uwagę nigdzie i w niczym, a jeżeli taką wygeneruję, to z przypadku, nieuwagi i proszę ją wyrzucić do kosza. Stan wojenny jest dla mnie tym co przedstawia zdjęcie poniżej, stary model dawnej Polski, który stoi na półce i się kurzy. I tak być powinno. Niech się tym zajmują historycy albo studenci piszący pracę magisterską z tego okresu, a nie politycy, którzy tylko patrzą komu by tu narobić jeszcze kłopotów, „bo 30 lat temu to tamto zrobił i źle”. Co to w ogóle za perspektywa, wtedy były inne czasy, inaczej ludzie myśleli. Z jakiej racji dzisiaj wymaga się przeprosin, tłumaczeń i skruchy od dawnych rządzących? Było minęło, powinno być zapamiętane, zapisane, ale nie rozdrabniane na czynniki pierwsze.

A tymczasem Polska, jak w każdej sprawie dotyczącej swojej historii, jest jak dupa – podzielona. Z jednej strony mamy tłumy staruszków, dziadków, cioć i babć gadających w autobusie jak to było, gdzie czołgi stały, co kto robił podczas słynnego przemówienia gen. Jaruzelskiego. Że rocznica okrągła to organizowane są rekonstrukcje i wydarzenia upamiętniające ten dzień. Z drugiej strony na ulice wychodzą zamaskowani i niezamaskowani ludzie, również staruszkowie, ale i (co najstraszniejsze) młodzież. Wściekły tłum m.in. kiboli , chcący spalić i ukarać „winnych”, każdego pod sąd, każdego pod ścianę, dać w ryja, zabrać wszystko. Dzieciaki po 10 lat krzyczą „Pamiętamy!” I niosą flagę Polski z namalowanymi wyzwiskami na obecny rząd. Obowiązkowy krzyż, bo religia jest najważniejsza, prawda? Ale po co to wszystko, w jakim celu? Zabiją kogoś? Wywloką schorowanego Jaruzelskiego z domu i powieszą? Świat patrzy na to w wiadomościach i się śmieje. Ze skretyniałych Polaków niszczących się od środka. Jak nie mają kogo obwiniać z sąsiadów (Niemcy, Rosja), to zabierają się za siebie. No litości…

Rozumiem, że stan wojenny to jeden z tych momentów w historii kraju, kiedy ludzie boją się do tego stopnia, że nie sposób to opisać. Ile minęło czasu zanim Marek Edelman opowiedział o swoich przeżyciach. Albo chociażby zanim Vonnegut napisał „Rzeźnię numer pięć” o bombardowaniu Drezna. Ale mimo, że mamy tutaj do czynienia z wydarzeniem zdecydowanie mniej krwawym niż te z opisów Edelmana i Vonneguta, to ludzie dzisiaj przyjmują podobną postawę. Tylko w drodze na uczelnię usłyszałem w tramwaju wiele rozmów (oraz monologów) na ten temat. Jeden dziadek na widok przebranych za ZOMO powiedział, cytuję: „Dlaczego, kurwa, mam niby chcieć, kurwa, jeszcze, kurwa, raz oglądać i przeżywać ten, kurwa, jebany horror!?”. Ci, którzy na serio widzieli i przeżywali stan wojenny, nie chcą o nim mówić, dyskutować czy odpowiadać na pytania. Puszczają to w zapomnienie i cieszą się, że dzisiaj, tu i teraz, można normalnie żyć.

Jedni pamiętają, drudzy rozpamiętują, inni szukają winnych. Ja nie pamiętam, bo mnie w planach wtedy nie było. Znam historię, nie szukam winnych (jeżeli jest jakaś wina). Nie moja działka. Mogę szukać winnych w złym przygotowaniu Małysza do jakiegoś dawnego sezonu narciarskiego. Ale stanu wojennego nie tykam. Tym co w tym siedzą, polecam walerianę i fotel.

Today is the 30th anniversary of the 1981 martial law implementation by general Jaruzelski. Exactly at midday city sirens could be heard everywhere, there were numerous reconstructions of events and presentations and other happenings. What do I have in common with the 1981 event? Well, as much as Northern Korea has with democracy. Maybe I should have an opinion about it? Maybe I should walk around and shout out my apreciation or dissatisfaction with the polish situation 30 years ago. No. I was born in 1989 and there should be absolutely no opinion of mine about the martial law from back then, it shouldn’t be noticed anywhere and looked at by anyone. If I accidentally make one, plesae throw it into the trash and forget about it. Martial law in Poland for me is just like what is shown on the picture below – an old thing reminding everyone of Poland from years ago, standing on a shelf, getting dustier and dustier. And that’s how it should be. Let the historians do their research, let the students write an essay on it but don’t let the politicians touch it, as they only want to seek and punish those responsible for it instead of doing something constructive. I hate such point of view, times were different, people thought differently. Why in the hell they want to heal apologies and explanations for actions that took place so long ago? Who cares, let’s remember about the thing but not take it out from its grave and stick a fork inside.

Meanwhile, Poland is like an ass – divided. It’s always like that when it comes to a historical matter. One the one side we have grandpas, grannies, aunts, uncles etc. just looking at everything from a distance, talking quitely on the tram about where they saw tanks on the streets or who was doing what during the famous announcement given by general Jaruzelski. Reconstructions and more events were organised around the city, it was impossible not to notice it. On the other side there is this angry mob which consists of eldery as well but also (shockingly) young people chanting ‚We remember!’ and carrying a polish flag with slogans raging at the government (they remember shit…maybe first season of Pokemon but definitely not 1981). And of course the cross, because religion is the most important thing, right? Seek the guilty ones, burn them alive, punish them for their actions – all they care about. But what will they do? Kill someone? Break into the generals house and bring him to the crowd? The world is watching the news and laughing their asses off at silly Poland destroying itself from the inside. When they don’t point at Russia or Germany accusing them of all the worlds’ evil, they start with themselves…oh come on.

I get that the 1981 martial law was one of the special moments in the history of Poland when people were so scared that  it’s impossible to express it with words. Take a look how much time passed after Marek Edelman decided to talk about the Warsaw uprising and everything he has seen. Or how long it took Kurt Vonnegut to write the famous „Slaughterhouse Number Five” about bombing Dresden. People who truly saw what happened don’t want to talk about it and recall the horror they witnessed. And despite the fact that 1981 events were not as bloody as the Dresden bombing for example, I can see a similar tactic with older people. One man on the tram today started a monologue after he was 3 men dressed as ZOMO members (Motorized Reserves of the Citizens’ Militia). His exact words were: ‚Why they fuck do they fucking think that I fucking want to relive the damn horror once again?’

Some remember, others seek the punishment for the guilty ones. I don’t remember, I know about it. I don’t care who is guilty (if there’s any guilt at all). That’s not my piece of cake to eat. For those who can’t stop pointing fingers – my advice is some valerian and a comfy armchair.